poniedziałek, 23 grudnia 2013

[44]

Cześć,
już jutro oficjalnie zaczynamy Święta. Dlatego też chciałam życzyć wszystkiego dobrego każdemu, kto kiedykolwiek tu zajrzał, przeczytał coś, co sprowokowało go do - być może - głębszego zamyślenia się nad jakąś sprawą. Warto też dorzucić, że na chwilę obecną są momenty, gdy brakuje mi blogspota, ale z drugiej strony tyle się dzieje, że ciężko mi opisywać coś, czego doświadczam. Noszę w sobie mnóstwo spraw, o których bardzo chciałabym napisać, ale w rzeczywistości mają one tak głęboki i często piękny wymiar, że na ich opisanie nie potrafię znaleźć właściwych słów. Ponieważ to suma doświadczeń i one same składają się na nasze człowieczeństwo. Jestem szczęśliwym człowiekiem. Daję sobie radę w szkole - przynajmniej jak na razie, bo efekty mojej nauki faktycznie widać. Mam wspaniałego młodszego brata, który przestaje być już dzieckiem, a powoli staje się facetem. Mam rodziców, którzy bardzo kochają mnie i siebie i stanowią dla mnie najpiękniejsze świadectwo miłości, moją osobistą wizję true love. Mam przyjaźń rozbitą na kilka odmiennych od siebie, a jednak tak samo ważnych dla mnie jednostek. Mam miłość, udoskonalającą, z głębszym sensem, ważną, zaskakującą, rozwijającą się cały czas, dojrzalszą niż 10 miesięcy temu, będącą wszystkim - pragnieniem, chęcią, świadectwem, siłą, prawdą. Mam takie, a nie inne talenty - i chcę je jak najlepiej wykorzystać. Mam wiarę, mimo wszystkiego, mimo docinek rówieśników i mimo odmiennych w pewnych kwestiach poglądów, nie zawsze takich, jakie prezentuje Kościół - mam wiarę i własną definicję Boga, dzięki któremu wyplątałam się już z niejednego bagna. Mam chęć godnego życia, mam świadomość tego, że dużo rzeczy przeminie wraz z młodością - a to mój czas.
Mam na imię Gośka, chcę zrobić mnóstwo rewolucyjnych rzeczy. Skończyłam z egoizmem latem tego roku. Za cztery miesiące będę mieć 18 lat. Kiedyś dokonam czegoś wielkiego. I może to brzmieć jak wyznanie sześciolatki, I don't care. W przyszłości będę potwierdzeniem tego, że można żyć naprawdę dobrze. Chcę zmieniać i podbijać świat. Nie zmarnuję się. Jestem szczęśliwa, kochani. Nie wracam na blogspota.
Wesołych Świąt!

wtorek, 3 grudnia 2013

[43]

zawieszam, kompletny brak czasu i inspiracji.
nadal nie wiem, co się stało ze zdjęciami, ech.
może wrócę.
trzymajcie się ciepło.

wtorek, 26 listopada 2013

[42]

 czy ktoś wie, skąd blokada zdjęć w większości wcześniejszych postów na moim blogspocie? ;O
 nie mam pojęcia, gdzie się podziały!

niedziela, 24 listopada 2013

[41]


W każdy wieczór i w każdą noc wtulają się we mnie tęsknoty.
Mam chłodną poduszkę i znów przyspałam sobie lewą rękę.
Obsesyjnie i w nieco chory sposób pragnę grudnia.
Jeszcze nigdy w moim życiu listopad nie mijał tak szybko.
Miałam i mam dużo szczęścia.
Tak bardzo chciałabym poradzić sobie we wtorek.
Gdybym mogła, cofnęłabym parę rzeczy, które kiedyś zrobiłam.
Jestem niegodziwym dzieckiem Boga, bo nie umiem kochać swoich bliźnich.
Cóż, przynajmniej nie wszystkich.
Wydawać się może, że dana sytuacja jest igiełką, a my materiałem.
Inspirują mnie ludzie.
Cały czas szyję swoje człowieczeństwo, żeby wyglądało lepiej.
Nigdy nie przestanę mieć swojego zdania, a nieumiejętność zbudowania własnego wizerunku mnie śmieszy.
Przecież umiemy.
Chciałabym umieć stwarzać jakiś klimat słowami. Ciągle się uczę.
Nie umiem.
Moim pisanym słowom brak smaku i temperatury.
Nie dam się pogrążyć.
Będę silna.
Muszę koniecznie zacząć chować zęby.
W porównaniu do Ciebie jestem kiepskim, skomplikowanym człowiekiem.
Coś się ruszyło.
A Tobie z kolei dziękuję za piękne listy, bo są dla mnie ważne.
Przyjaźń - miłość bez skrzydeł.
Jestem dumna.
Szeleszczą mi ręce i usta. Coś musi, bo z miastem zrudziałym od jesiennych liści pożegnałam się już dawno.
Do końca roku szkolnego nie piszę już żadnego scenariusza, o nie.
Wieczne zmęczenie.
Za dużo narzekam.
Stabilność, jakaś pewność.
Zadzwoń.

Dlaczego weekendy mijają tak szybkoooo?
Ale wczorajszy wieczór uwielbienia był cudowny!
Zdjęcie z czasów gimnazjum, wtedy mój kontakt z niektórymi osobami nie ograniczał się tylko do "cześć".

czwartek, 21 listopada 2013

[40]


moi najukochańsi rodzice. true love

pękam z dumy, bo wysiłek się opłacił.
nie jestem rozczarowana, a wręcz przeciwnie - zachwycona!

poniedziałek, 18 listopada 2013

[39]


Weronisiowe.
Wkurzające jest leżenie w łóżku przez znaczną część poniedziałku, ale jeszcze bardziej wkurzająca jest świadomość nadrabiania szalonej ilości notatek z dzisiejszych dwóch polskich.
Wyciągnęłam glany z piwnicy.
Byle do grudnia.

Wydaje mi się, że ten tydzień nie będzie dobry, arr
Cudownie, że jesteście!


Baby, we both know
That the nights were mainly made for saying things
That you can't say tommorow day [...]
Simmer down and picker up
I'm sorry to interrupt, it just I'm - constantly on cusp
of trying to kiss you. [...]

piątek, 15 listopada 2013

[38]



Czwórka ze skrzydłem 3 [...] może być towarzyska i posiadać duże poczucie humoru. Chce być kreatywna i potrzebna światu. [...] Niektóre ubierają się wyzywająco i kolorowo, żeby wyróżnić się z tłumu. Gdy 4w3 jest w stresie, często zachowuje się inaczej publicznie, a inaczej prywatnie. Może np. nie ujawniać publicznie, wśród znajomych, żadnych swoich uczuć, a następnie iść do domu i samemu przeżywać [...]. Przywiązuje uwagę do tego jak wygląda, czuje się źle z powodu niedostatków urody. Stara się podkreślić poczucie wyjątkowości przez kontrowersyjny sposób ubierania się. [...] Cele stara się osiągać poprzez [...] potrzebę dowiedzenia innym, że są w błędzie.

HAHAHAHAHAHA dlaczego ten głupi psychologiczny test sprawdza się w znacznej większości?

Czas przecieka mi przez palce, a ja siedzę w swojej fioletowo - kremowej norce.
Jutro występy, tak baaardzo mi się nie chce...a liczyłam na wolny, pozbawiony nauki weekend.
Jestem zmęczona. Byle do grudnia.

Jakub, uwielbiam Twoje listy, nasze jedzenie nielimitowane, naszą przyjaźń i całego Ciebie!

All your life you were only waiting for this moment to arise

środa, 13 listopada 2013

[37]


Gośka - motorniczy. I Ryszard w tanecznym szale za mną. He, he.
Połowinki bardzo udane, nie licząc monotematycznego (monomuzycznego?) didżeja i zabaw jak z - nie przymierzając - pierwszego lepszego, prowincjonalnego wesela, ale i tak wytańczyłam się za wszystkie czasy. Powrót do domu o drugiej, spanie, a na drugi dzień na rekolekcje do Kalisza, ten jakże pusty grafik pełen wolnych dni!

Dojrzewam, i Ty też...razem. Jest cudownie, mnóstwo radości i chęci życia. Wszystko jest piękniejsze w moich oczach, a to dzięki (...)! Ciepło mi w duszy. Wszędzie mi ciepło. I już tęsknię, i już czekam, i nie chcę przestać. Dobrze mi z samą sobą. Rzeczy z kategorii niefajnych olewam. Po całości. Tak, cały post zapełniony kolokwialnym słownictwem.

Słowa na listopad: serce, jedzenie, dystans, zimno, codzienność.

Chyba czas wyciągnąć moje glany - pomarańczki z piwnicy!


piątek, 1 listopada 2013

[36]


Takie uśmiechnięte, majowe. Wtedy powoli zaczynałam fazę odchodzenia od zbyt mocnego makijażu, czyt. robienia grubych, czarnych krech na powiekach. Od wakacji nie zrobiłam ich ani razu. I dobrze.

Ciężko mi opisać, jaki rodzaj smutku wczoraj odczuwałam. Niedocenienie, poczucie żalu - być może. Trudne chwile, krótki płacz przy ludziach. Żeby ochłonąć, pogodzić się z rzeczywistością, uspokoić skołotane nerwy. Cóż, bolesna lekcja. Zapamiętać - nie brać na swoje barki za dużo, nawet jeśli wydaje się, że udźwigniesz całość; wtedy nie będziesz płacić za wszystko stresem. Rozczarowałam się, tak bardzo. Co czułam wczoraj?  Brak, odrzucenie, rezygnację. I mściwość drugiej strony. Zabolało, bo nigdy nie myślałam, że mogłoby dojść do takiej niezbyt ładnej sytuacji. A podobno jestem "wielką indywidualnością" i mam prawo czuć się "dotknięta". Nieważne zresztą. Całe moje zaangażowanie i zapał stało się bezkształtną, szarą, zmiętą w kulę masą. W sumie - trudno mi się dziwić, należę w końcu do dumnej rasy ludzkiej, czyż nie? I nawet, gdybym miała okazję powtórzyć sto razy ten kadr z mojego życia i coś w nim zmienić - nigdy bym tego nie zrobiła. Czy to oznaka słabości? Kolekcjonuję doświadczenia. Te ciężkie też. Zatem tu nie chodzi tylko o jakieś oklepane "forever young" czy "believe in yourself", bo te hasła nasze pokolenie wyświechtało już całkowicie, zapominając o ich dogłębnym znaczeniu. Nie, tu chodzi o to, by najpierw wszystko w moim wnętrzu runęło w gruzach, bym potem patrzyła na to z innej perspektywy. Coś musi się zawalić od czasu do czasu - by można było kontemplować szczęście na innych płaszczyznach. Może wszystko przez moje usiłowanie bycia niezłomną? Może umiałabym wtedy się uspokoić? Je ne regrette rien. Co nie zmienia faktu, że jestem przepełniona goryczą. Ale niepokój znikł. Cóż.


Kocham najdroższą Panią Alicję, bo jest zawiedziona, że nie piszę już, jaka to ona cudowna i wspaniała.
Kocham ją!

środa, 23 października 2013

[35]


i can't breathe and i can't smile, this better be worth my while.
i feel numb most of the time, lower i'll get - the higher i'll climb
and i will wonder why i got dark only to shine. [...]
Yeah, i'm no good, no good to anyone, cause all i care about is being number one. [...]
Oh, it's a reasonable sacrifice. [...]
i'll light up the sky - stars than burn the brightest fall so fast and pass you by
spark like empty lighters. dum, dum, dum...


Stresująco, ciężko, niezadowalająco i dziwnie, ale daję radę. Wszyscy dajemy radę.
Gdyby nie fakt, że wewnątrz jestem przygotowana na różne przeciwieństwa losu w zwykłych, codziennych sprawach, pewnie zachowywałabym się tak, jak w niektórych momentach zeszłego roku szkolnego (czyli godzinami i dniami kultywowała użalanie się nad sobą). W sumie - mimo wszystko - jest dobrze, chociaż zimno, tęskno i zbyt pracowicie. 

Mogłabym napisać tutaj dużo, ale powiem może tylko, że ostatnimi czasy nachodzą mnie wspomnienia wszelkich możliwych początków. Lato, 2012 oraz 2013, tak bardzo odmienne od siebie. Zima 2013. Śnieg. Korytarz. Prażące słońce. Kawiarenka. Ukradkowe spojrzenia. Niedopowiedzenia. Ręka. Spóźnienie. Zraszacz. Park. Peron. Nie ma wystarczająco określeń w języku polskim, by opisać, jak bardzo ważne i cenne są dla mnie wszystkie elementy mojej sentymentalnej układanki...

Zastanawiałam się ostatnio, jaki zmysł jest dla mnie najważniejszy. Węch, dotyk, wzrok, słuch, smak...? Każdy jest tak bardzo ważny, potrzebny...Po dłuższej refleksji doszłam do wniosku, że chyba jednak dotyk. Dzięki niemu mogę w końcu czuć swoje palce splecione z Twoimi, choć tak rzadko, za rzadko je czuję...Chyba nie umiem pisać o uczuciach, ani tak rozbijając się na szczegóły jak Śmigło, ani tak prosto i bezpośrednio jak Daga (przynajmniej w ostatnim poście, he,he,he). Dla mnie one...są, istnieją, tak bardzo niezbędne. Chyba mam ich w sobie za dużo. Są nagromadzone zbyt gęsto, żeby można o nich mówić ot, tak. Przepraszam. Ale ich obraz jest zbyt piękny, żebym umiała o nim opowiedzieć.

I wierzę, i czekam, i oddycham, i uczę się, i staram niesamowicie, i zajmuję się wszystkim, co możliwe, i liczę, i piszę, i wzdycham, i śmieję się głośno.

...nie wspominając już o reszcie prozaicznych czynności. Ale i je wykonuję - a przynajmniej staram się - bez szemrania, bo nie jestem trzepniętą w czerep Emmą Bovary.

Mam chore ambicje, dzień apoteozy samej siebie
baaaaaaardzo stare zdjęcie.


niedziela, 20 października 2013

[34]



Moja Ala, Aluś, Aleńka.
Moja bratnia dusza, Siostra z wyboru i przyjaciółka. Bardzo kocham to małe, niewiarygodnie kontaktowe i towarzyskie stworzonko. Dziękuję Ci najmocniej, bo jesteś ze mną już prawie trzy lata. Najukochańsza Siostrzyczka świata, chociaż jest rudą krową, próbuje flirtować z barmanami w naleśnikarniach na odległość, zabiera mi kołdrę i naśmiewa się ze mnie razem z moimi rodzicami. Może nie zawsze było najlepiej, ale w te niecałe dwa dni przekonałam się po raz kolejny, że mam tyyyyyyyyle szczęścia! Bardzo tego potrzebowałam, wspaniały i pełen radości czas. Takie jesteśmy milutkie, fajne , piękne i cudowne, moja najdroższa panno B.

Stresujący okres życia. Zbieramy tyłeczek w troki i dajemy z siebie wszystko, bo mnóstwo ludzi podtrzymuje mnie na duchu i nie tylko - mnóstwo ludzi na mnie liczy. Mam pomocników i mózg. Wystarczy.

i wanna take You somewhere so You know i care. 
but it's so cold and i don't know where. [...]
and i wanna kiss You, make You feel alright. [...]
and I wanna cry, and I wanna love...but all my tears have been used up. [...]
and if somebody hurts You, i wanna fight, but my hands been broken one too many times. [...] words - they always win, but i know i'll lose. 
and i'd sing a song, that'd be just ours [...] and i wanna cry, I wanna learn to love.


wtorek, 15 października 2013

[33]



Tak, przyznaję się.
Przed ludźmi, światem, Bogiem, przyznaję się otwarcie: jestem niespokojna, głośna, męcząca. Jestem idealistką, ale nieidealną. Nie jestem stukniętą babą walczącą o nieprzedmiotowe traktowanie obnażonymi piersiami, ale jestem feministką. Jestem samokrytyczna, ale potrafię stanąć przed lustrem i powiedzieć do siebie "zobacz, masz ładne oczy". Jestem zainteresowana własnym tyłkiem, ale nie nazwę się egoistką - już nie; pewna osoba skutecznie mnie tego oduczyła. Jestem wierzącą i praktykującą katoliczką, ale dostaję białej gorączki, gdy stykam się z fanatyzmem. Uwielbiam dziwne, zwracające uwagę ubrania - z drugiej strony irytują mnie młodziutkie, śliczne i świeże dziewczyny, malujące sobie grube krechy na powiekach, zaczesujące ogromne grzywki, wyglądające wszystkie tak samo w 'oryginalnych' rzeczach. Kocham żyć, ale boję się, że znowu coś pójdzie nie tak. Mam przyjaciół, choć czasem wolę być sama. Jestem komunikatywna, ale nie dogadam się z każdym.
Jestem paradoksem, a może po prostu człowiekiem? Prostym, jednym z wielu, mającym swoje własne życie, przebłyski szczęścia, małe radości i większe problemy? LUDZIE, JA ŻYJĘ! NIE JESTEM WEGETUJĄCĄ ROŚLINĄ!!! Czasem mam ochotę wyjść na ulicę i tak właśnie krzyczeć. Czuję, że żyję, kiedy przychodzę ze szkoły i przytulam mojego brata, kiedy śmieję się z rodzicami, kiedy kąpię się z Tobą w Adriatyku o czwartej nad ranem, kiedy patrzę na zachodzące nad łąką słońce, kiedy wygłupiam się z najukochańszymi ludźmi świata...
Mogę powiedzieć tylko, że jeśli chodzi o egzystencję, godną egzystencję - chyba daję radę!:)

PS Urocze zdjęcie z Synkiem przed sprawdzianem z hispu!

Chciałem zreperować świat, a oto widzę, że sam
jestem jednym z tych cholernych drani i świń.
Szeroka droga nie była moja, jasna siła - utracona.
Dopiero teraz wiem, jak nisko upada
kto nie wypełnił swego czasu w pokorze.
Oto dlaczego tak się obawiam, że za minutę trzeba będzie wstawać i żyć.
[...] Niepożądane myśli, klęska wiary, fale strachu.
Z nieodwracalnym skutkiem, burzą trwały, senny azyl.
I oto trzeba będzie dumnym krokiem iść bez twarzy w kolejny dzień...


poniedziałek, 14 października 2013

[32]


Siedzę i próbuję ułożyć myśli.
Nie mam na co narzekać. Czy to znaczy też, że nie mogę mieć w takim razie żadnych refleksji i przemyśleń nad danymi sprawami, problemami? Hm, trudno powiedzieć. Jestem rozszczepiona na parę ważnych aspektów. I jem, i modlę się, i kocham (kochana Elisabeth Gilbert, co za niesamowita kobieta pod względem ideologicznym i lifestyle'owym!). Jestem zajęta mniej i bardziej ważnymi rzeczami. Nie mam inspiracji, czy też nie mam po prostu czasu? Wszystkie najważniejsze czynniki mam - albo po prostu jestem w trakcie. Brak zawieszenia i bezruchu, bo bierność jest równoznaczna z zabójstwem. Uczę się dużo. Wszystkiego jest ostatnio w moim życiu dużo. Dostrzegam pozytywy, negatywy staram się odkładać. Jestem pogodzona ze sobą, ukołysana przez wspomnienia. Rozczula mnie ten skomplikowany kalejdoskop tęsknot i pragnień. Tak bardzo chciałabym, żeby wszystko ulegało tylko dobrym zmianom, ale wiem, że tak po prostu się nie da. Nie tęsknię za brakiem stabilności, za czasem rozchwiania i egoizmu. Wyzbywam się gniewu jak toksyn, unikam niezdecydowania. Jakoś się trzymam, a mam naprawdę porządnie wmontowane poręcze.
22:45. Czas na sen.

PS. Bardzo kocham kobietkę ze zdjęcia u góry, pochodzącego sprzed roku, widzę się z nią już w piątek i bardzo się z tego powodu cieszę! ;*


sobota, 5 października 2013

[31]


Wybrane z notatników, prowadzonych na przestrzeni 2012/2013:

"Absurd sprzyja przyciąganiu międzyludzkiemu (i to jeszcze jak)". "Bez tego [...] być może najważniejszego czynnika...po prostu nie potrafisz". "Rozmarzenie od czasu do czasu".  "Siedzisz w oczekiwaniu już parę wieków". "Niestabilny emocjonalnie". "Gubisz się w swojej zabrudzonej rzeczywistości". "Nie dać się przekrzyczeć".  "Bo w tamtym czasie trudno było mi się określić". "Pogoń, obława". "Pod pod sklepieniem czoła budujemy własne posągi, a przed lustrem klękamy". "Przecież życie chwilą miało nam coś dać". "Zamiast innym, stawiam za dużo pytań samej sobie". "Rozpadam się i na nowo zrzeszam". "Bo może nie wszyscy są tak głupi jak ja, by się nad tym zastanawiać". "Ja wcale tego nie chciałam, tylko marzyłam wieczorami o Twoich rękach". "Ale wiesz co? Ty się boisz". "Nienauczeni bytu". "Perfekcyjna całość". "Wszystko, co potrzebne, uległo już rozkładowi". "Lawina. [...] Ucieczka?". "Czekałam". "Pełnowartościowo". "Jesteśmy tylko szybkim uśmiechem wiatru wczorajszego dnia". 

I wiesz, że prędzej zdechnę, niż zadowolę się niczym i odepchnę krzyż.
[...] Nienawidzę ludzi za każde kłamstwo, które musiałem połknąć, żeby teraz nim rzygać,
ale moje zimne oczy nie gasną i wszystko, wszystko dopiero się zaczyna
Nauczyłem się wiele, lecz nie od nich. [...] 
Przeszłość jest mostem, który płonie, przyszłość to wolność. [...]
A jedyny mój możliwy koniec to...gdy własny ogon zaknebluje mi pysk. [...]
Wciąż chcę pokonać niemoc wobec świata, który łamie mi palce.
Jego bezinteresowną przemoc, która uczyniła mnie kaleką na starcie.
Nawet sobie mogę powiedzieć: 'nie znasz mnie'. [...]
Ile to już lat wciąż to samo stanowi moją siłę i największą słabość?
Brutalnie walcząc, rozrywa tożsamość i cokolwiek zrobię, to zawsze za mało.



niedziela, 29 września 2013

[30]




tęsknię za ucztą pod trzepakiem na boisku szkoły, którą widziałam pierwszy raz w życiu
tęsknię za długimi spacerami przez trzy wsie za jednym razem
tęsknię za mnóstwem łąk, zielenią, nielegalnym chodzeniem po tamtym terenie
tęsknię za spontanicznymi przejażdżkami skuterem po lesie
tęsknię za doświadczaniem ciężkiej pracy i poświęcaniem się dla innych
tęsknię za beztroską, za krajobrazem polskiej wsi, słońcem i deszczem
tęsknię za tamtymi ulicami, polnymi drogami, wrzaskiem ptaków zrywających się do lotu
tęsknię za dziwnymi spojrzeniami ludzi, których nie znałam (chociaż znałam ich powód)
tęsknię nawet za tamtym wybuchem, gdy w  nocnej ciemności szlochałam ci w bluzę

tęsknię za tamtym wycinkiem mojego L A T A - po raz pierwszy w życiu


niedziela, 22 września 2013

[29]




Wiesz, tyle jest na tym świecie niedopowiedzeń, tak często ludzie niepotrzebnie szeleszczą w Twoim kierunku fałszywym uśmiechem i obijają twarze o kolejne rozczarowania. Oni są zgorzkniali, a ich gorycz jest czysta jak spirytus, który właśnie w tej minucie zabija kolejnego człowieka, stąpającego po tej ziemi. Boję się, że nie potrafię być tak silna, dobra, mocna, nieugięta. Chcę być skałą, i co z tego? Uda się raz, drugi, wszystko zepsuje trzecie podejście. Nie mam wyrzutów sumienia, staram się i przeżywam katharsis, nieustająco. Nie boli, o dziwo. Dojrzałam, widzisz? Nie wiem tylko, na jak długo. Chcę trwać w Tobie i w sobie, rozumiesz? ...rozumiesz, i to jak. Ten krótki czas, składający się z nie aż tak wielkiej liczby dni, wpłynął na mnie nie tylko kojąco, ale i zaserwował parę kopniaków, bym wreszcie oprzytomniała. I faktycznie - zrobiłam to. Moja mała, intymna rewolucja.
To dobrze.

I tamto miejsce za lasem, tamten koc, słońce - to na skórze i to przebijające mocno przez korony drzew, perfekcyjna cisza, śmiech, zrozumienie, prawda, brak kompleksów, wolność, agresywna młodość, wiatr poruszający zbożem, byle jakie ubrania, brak makijażu i troski o wygląd, natura, trawa, ciepło i niezwykle silna pewność. Nie siebie. Pewność Ciebie.
To było wspaniałe lato, a zdjęcie pochodzi z tamtego dnia.
Byłam wtedy szczęśliwa. Perfekcyjnie szczęśliwa.

Chciałabym, żeby było jeszcze piękniej.
Dziękuję, przepraszam.

like a parachute, i'm breathing in,
You're breathing out the same.
we give and take [...]
we'll take it off and soak our skin.
she's in a town that holds a lonely road,
and the night is falling. there's a road
that follows to a home, and the sky is heavy. [...]
You are what i never knew i needed.



poniedziałek, 9 września 2013

[28]



Lato 2012, ponad rok temu...tak bardzo bolało mnie wtedy serce, z niepewności, niezorientowania się we własnej sytuacji, z goryczy spowodowanej własnym położeniem...
Zaczęły się obowiązki, szkoła i monotonia, ale nie poddaję się. Śliczne dwie piąteczki na początek i zachętę do dalszego starania się. Nigdy nie narzekałam na tę klasę, bo jest naprawdę w porządku, ale czuję się w niej lepiej niż w zeszłym roku. Poprawił mi się kontakt z        , a pogorszył z        , niestety. Muszę nad tym popracować. Z pewnych cech po wakacjach jestem wyleczona. Drażni mnie mniej rzeczy niż zazwyczaj, jest dobrze. Jutro na uroczy, kulturalny obiadek z M. i angielski. I nauka, o.
Daję radę, ale Ty, Panie Boże, Ty mnie prowadź! :)

niedziela, 1 września 2013

sobota, 24 sierpnia 2013

[26]

 

bez Ciebie znaczę mniej [..] bez Ciebie jest mnie pół. [...]
od razu się naprawiam, a na jedno Twoje 'tak' się zaczyna świat. [...]
nie mów mi 'bądź realistką', ja wszystko chcę mieć.
chodź, pokażę Ci garaże, garaże pełne marzeń. 
i zajezdnie gwiezdne Ci otworzę. moich chorych myśli morze. [...]
padam, padam, tak się cieszę, że Cię mam. nikomu Cię nie dam. padam, padam.

***

spontaniczne decyzje, pociągi, telefony, oczy i usta, wczesne pobudki, wspólne śniadania, muzyka, kanapy, Spadkobiercy, przesiadywanie w pokoju Werczi, biedne, rzucane z rąk do rąk malutkie, pluszowe hipopotamy, ciastka, śmiech, plecy, ręce, radość - a to wszystko w ciągu około zaledwie 26 godzin. cudowna niespodzianka. to takie...młode, energiczne, prawdziwe i pełne życia!

bo najtrudniej jest uwierzyć we własne szczęście



poniedziałek, 19 sierpnia 2013

[25]


 





















wakacje, mogłabym poprosić, byście się nie kończyły, zostały ze mną na zawsze; jestem jednak już dużą dziewczynką i znam naturalną kolej rzeczy. patrzcie na wszystko u góry, tak przepięknie mi mijacie. a ja podobno dopiero uczę się wdzięczności za to, co codziennie otrzymuję. uśmiecham się i czekam, i tęsknię, i mam nadzieję, i modlę się, i myślę, i oddycham. bo każdy oddech to symbol tego, że żyjemy, wiecie?

wtorek, 13 sierpnia 2013

[24]



od jutra witam Świeradów Zdrój.
niedojrzałość ludzi powala.

ale mam książki, jedzenie i wenę, wiec jest dobrze <3


poniedziałek, 5 sierpnia 2013

[23]












Kiedy człowiek dotyka całym sobą, całą swoją młodością czegoś zupełnie odrębnego, innego od swojej codzienności, w metropoliach i w świecie nazywanej pozersko day-by-day - może całkowicie stracić głowę. Albo czerpać z tego niczym nieskażoną radość, zachłysnąć się beztroską. Zapomnieć o tym, że żyje się tam, gdzieś, z kimś, że nie wszystko jest w porządku. Oderwać się, nie tylko ciałem, ale i duszą - co wcale nie oznacza zostawienia rozumu gdzieś z tyłu.
Wróciłam z Rzymu - wielkiego miasta pełnego kościołów, zgiełku i ulicznych, natrętnych sprzedawców biżuterii.
Trudno powiedzieć, co bardziej mnie oślepiło...uderzyło? - czy rzymskie słońce, czy ludzie, odpowiadający na życzliwy uśmiech na ulicy, czy włoska architektura, w której się zakochałam...Mnóstwo czynników czyniących ten wyjazd wyjątkowym przyczyniło się do szalonej, rzymskiej mieszanki, która uderzyła mi do głowy. Poczułam, że cała jestem niekontrolowaną, prawdziwą wolnością, młodością, miłością. Na tym wyjeździe dotknęłam potęgi egzystencji. Na pięknych adoracjach, z wątpliwościami w sercu siedziałam w ławce i mówiłam: "no i co, Boże? Ten wyjazd miał być dla mnie, dla nas wszystkich jednym wielkim wyznaniem wiary, a właśnie teraz przestałam Cię czuć, co się dzieje?!". Ale podczas tej jednej, wyjątkowej adoracji, gdy siedziałam w pierwszej drewnianej ławce, przed ołtarzem, tuż obok sędziwej, siwej, drobniutkiej zakonnicy, doświadczyłam czegoś dziwnego. Patrząc kątem oka na jej kruche, słabe ciało, zaczęłam zastanawiać się, jak może ono nosić w sobie tak wielkie zaufanie Bogu, tak mocne powołanie.
Wszystkie refleksje zgromadziły się w jeden kołtun i zmieniły w szloch...Wszystkie incydenty towarzyszące rozwinięciu wiary są ważne i niezapomniane (chociażby mój psychiczny wstrząs po komunii w Bazylice św. Piotra). Odnalazłam siebie.

Na wsi rozwinęłam w sobie pracowitość i chęć do pomocy.Nauczyłam się podstawowo jeździć traktorem, pomagałam przy pracy na plantacji tytoniu, dostałam przepis na wspaniałe wschodniopolskie pierogi, które pomagałam lepić ręcznie (PANI TERESO, STUKROTNE DZIĘKI!). Przekonałam się, że można bezgranicznie zakochać się w chorym dziecku i rozmawiać z nim jego językiem, bez koniecznej znajomości tego języka właśnie. Odkryłam urok małych, codziennych przyjemności razem; czuję, że niedługo będzie mi brakować wieczornych wypadów skuterem, szybkich, ale późnych zakupów w spożywczaku, spacerów za rękę, siedzenia i gadania na strzelnicy lub na ławce pod trzepakiem...Szczęście
Wyzbyłam się egoizmu!

...a Żdżary nie przebiły co prawda zeszłorocznych, ale nabyte cechy i zalety umocniły...chyba!:)

wtorek, 25 czerwca 2013

[22]

jak poczujesz, że grunt ucieka ci spod nóg


za dużo prezentacji na historię, stąd te muzyczne klimaty...
jeszcze tylko parę dni i śmigamy do Rzymu z kochanymi!
wakacje 2013 mają być najlepszymi w moim życiu,
rozumiemy się? ciężko będzie przebić ostatnie dwa lata...
ale pożyjemy, zobaczymy. Rome - we're coming!
29.06 - 10.07


środa, 19 czerwca 2013

[21]


 

święty bałagan i błogosławiony zamęt

przesłodcy.
wszyscy odpoczywają, a ja siedzę nad wosem. bardzo potrzebuję wakacji, spontaniczności, Żdżar, słońca, beztroski, poczucia wolności i braku zmartwień (stan bardzo dla mnie typowy w okresie letnim), dużo dobrej muzyki, dużo dźwięków charakterystycznych dla migawki aparatu, dużo rozmów błahych i poważnych...bardzo. do Rzymu zostało mało czasu, a naciągnięta/uszkodzona w jakiś lekki sposób nóżka leczy się powoli, więc smutna trąbeczka. Jutro MUSI być dobrze ;__; uprzejmie proszę!

;*