niedziela, 27 stycznia 2013

[3]



show love with no remorse and climb onto your seahorse
and this ride is right on course...

Można wypluć wiele obelg i oszczerstw, ale tak naprawdę żadne z nich nie oddadzą tego, co naprawdę czujemy. Nie wiem, czy masz pustkę w sercu i desperacko próbujesz ją zapełnić samą (samym) sobą, czy po prostu realizujesz swoje życiowe powołanie - mianowicie bycie toksyną i powolne wysysanie z ludzi wszystkich sił witalnych. Naprawdę, ciągle zachodzę w głowę, jak ludzie mogą cię znieść, skoro przejmujesz ich poglądy, myśli, uczucia, próbujesz być słodkim stworzonkiem ociekającym inteligencją rodem z seriali klasy B...
OGRANICZONY GLONOJAD
Kochasz mnie, jestem twoją opoką i jak coś złego, to zawsze ja, prawda? Szkoda tylko, że w głębi duszy ze mną rywalizujesz, ze czekasz na każde moje potknięcie...to takie urocze. Takie szczere i prawdziwe. Światopogląd wybitnie nieskrystalizowany. Brawo.

że niby koniec ferii? że niby szkoła?
walczę.:)

piątek, 25 stycznia 2013

[2]



but I'm right in your backyard.
And I might as well be on Mars

Żeby wygrzebać się z dołka, żeby wstać i żyć dalej. Żeby wszystko w miarę się wyprostowało. Żeby mały i słaby wobec ogromnego wszechświata człowiek nauczył się wreszcie lepszej strony miłości, żeby był dla innych, a inni byli dla niego. Żeby błędne chórki podpowiadające, co jest dobre, a co złe w uszach przestały śpiewać fałszywie. Żeby umiejętność kontynuowania dobrych relacji międzyludzkich nie została zatracona. Mamy umysły ociekające rodzinnymi problemami, pierwszymi miłościami i kłopotami życia codziennego, a od tęczowych rozszczepień wszelkich uczuć wyższych kręci nam się w głowach. Niezadowoleni, nieusatysfakcjonowani oraz kompletnie zdezorientowani odrzucamy swoje dyslektyczne porywy serc, staramy się biec...nie wychodzi nam. Dlaczego zawsze nam nie wychodzi?

witamy dwudniowy Ostrów z pięknymi.

wtorek, 22 stycznia 2013

[1]

don't you go, I want you around.


singing 'whoa!', please don't go.
do you wanna be a friend of mine?

Stare tęcze błędnych uśmiechów i zagubionych tęsknot wcale nie umarły. Siedzą w kącie, machają swoimi niezgrabnymi, zbyt dużymi łapami i siedzą, uparcie, bez zbędnych ekscytacji. Patrzą, wykorzystując już tylko westchnienia sprzed krótkoczasu i samotne szepty. Nasze głowy jako magazyny, przechowalnie. Blade światło lampki na biurku pozwala zająć skołotane myśli czymś innym. Zwinąć nietrafione pomysły, idee i gdybania w kłębek i wyrzucić gdzieś daleko za siebie. Czekać. 

*

Byłam mała, mniejsza niż ziarno piasku, a cały świat kwitł na niebiesko na moim karku. Siedziałam w cichej i ciemnej jamie. Tylko ona mi została. Nie miałam już kości, mięśni, ciała. Czułam już tylko tę idealną całość. Dopasowanie pachnie tak charakterystycznie, jak nic innego. Tak było całą wieczność, niewyobrażalnie długo. Trwałam nieświadomie, patrząc na siebie samą z boku. Aż nagle dotarło do mnie piękne słońce, tak bardzo niespodziewanie. Przyszło znikąd...a może z tak bardzo daleka, że nigdy nie przyszłoby mi na myśl, że moje słońce w ogóle się pojawi? To było jak wymierzony policzek. Obudziłam się, wypełzłam z mroku. Oddałam słońcu swoje ręce.

A G A I N