wtorek, 22 stycznia 2013

[1]

don't you go, I want you around.


singing 'whoa!', please don't go.
do you wanna be a friend of mine?

Stare tęcze błędnych uśmiechów i zagubionych tęsknot wcale nie umarły. Siedzą w kącie, machają swoimi niezgrabnymi, zbyt dużymi łapami i siedzą, uparcie, bez zbędnych ekscytacji. Patrzą, wykorzystując już tylko westchnienia sprzed krótkoczasu i samotne szepty. Nasze głowy jako magazyny, przechowalnie. Blade światło lampki na biurku pozwala zająć skołotane myśli czymś innym. Zwinąć nietrafione pomysły, idee i gdybania w kłębek i wyrzucić gdzieś daleko za siebie. Czekać. 

*

Byłam mała, mniejsza niż ziarno piasku, a cały świat kwitł na niebiesko na moim karku. Siedziałam w cichej i ciemnej jamie. Tylko ona mi została. Nie miałam już kości, mięśni, ciała. Czułam już tylko tę idealną całość. Dopasowanie pachnie tak charakterystycznie, jak nic innego. Tak było całą wieczność, niewyobrażalnie długo. Trwałam nieświadomie, patrząc na siebie samą z boku. Aż nagle dotarło do mnie piękne słońce, tak bardzo niespodziewanie. Przyszło znikąd...a może z tak bardzo daleka, że nigdy nie przyszłoby mi na myśl, że moje słońce w ogóle się pojawi? To było jak wymierzony policzek. Obudziłam się, wypełzłam z mroku. Oddałam słońcu swoje ręce.

A G A I N

3 komentarze:

  1. Słońce... Jak światło nadziei... Ta notka obudziła we mnie tyle wspomnień...

    OdpowiedzUsuń
  2. Męczące to ciągłe usuwanie... Po co?

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Bez promowania i wymuszania na mnie obserwacji.
Żadnych "liczę na to samo"!