piątek, 25 stycznia 2013

[2]



but I'm right in your backyard.
And I might as well be on Mars

Żeby wygrzebać się z dołka, żeby wstać i żyć dalej. Żeby wszystko w miarę się wyprostowało. Żeby mały i słaby wobec ogromnego wszechświata człowiek nauczył się wreszcie lepszej strony miłości, żeby był dla innych, a inni byli dla niego. Żeby błędne chórki podpowiadające, co jest dobre, a co złe w uszach przestały śpiewać fałszywie. Żeby umiejętność kontynuowania dobrych relacji międzyludzkich nie została zatracona. Mamy umysły ociekające rodzinnymi problemami, pierwszymi miłościami i kłopotami życia codziennego, a od tęczowych rozszczepień wszelkich uczuć wyższych kręci nam się w głowach. Niezadowoleni, nieusatysfakcjonowani oraz kompletnie zdezorientowani odrzucamy swoje dyslektyczne porywy serc, staramy się biec...nie wychodzi nam. Dlaczego zawsze nam nie wychodzi?

witamy dwudniowy Ostrów z pięknymi.

1 komentarz:

  1. Pięknie napisane. Taki nasz los, często nam nie wychodzi, mimo wielu starań, ale trzeba wierzyć że kiedyś to wszystko się zmieni i zacznie się wszystko układać.

    OdpowiedzUsuń

Bez promowania i wymuszania na mnie obserwacji.
Żadnych "liczę na to samo"!