środa, 20 lutego 2013

[8]



cause I can't barely hold my tongue.
the shit we do could warm the sun.

Otwarcie. Na świat, na Ciebie. Na wszystko. Wyciągnięte w nadziei ramiona, nowo nabywane umiejętności odczuwania. Wieczór to najbardziej dyskretny towarzysz świata, bo sprzyja nowym rozmowom, nowym spojrzeniom i nowym uśmiechom. Nasze nowe wszystko. W takich chwilach uśmiecha się kuchnia, łazienka, pokój. Najchętniej przewiązałabym wstążką usta, by nikt inny nie mógł mnie słyszeć. Bo Twoje słowa są takie piękne. Nie zapomnę, nie zapomnę o priorytetach, ale...kruche wahania i ciche odpowiedzi kryją w sobie tysiące galaktyk i jeszcze więcej dobrych gwiazd. Gdzie ja jestem? Co robię? Kim są ONI? Każda barykada od teraz musi zostać przeskoczona. Nie ma innej rady. Z pokorą oddaję swoje ręce. Czekam na drugą, lepszą stronę.
I nie liczy się nawet to, że wszystko inne nawala.

Nie liczy się
Nic

14 , 15, 16, 17 lutego w Łukowie
- najpiękniejsze dni mojego życia!
Dam radę, bo cała ta sytuacja mnie uskrzydla.
;*

sobota, 9 lutego 2013

[7]



I can't await to waste your memory.
this love is gonna be the end of me.

Lipiec 2012
Są wakacje, jest ciepło, radośnie i cudownie. Zaczął się cudowny miesiąc, lipiec.
Przyjechałam nareszcie po długiej i mimo wszystko męczącej drodze do celu, gotowa, by szczęśliwie czerpać pełnymi garściami z wszystkiego, co mnie spotka.
I nagle coś wewnątrz mnie bardzo niespodziewanie się uśmiecha.
Jestem zdziwiona i jednocześnie coś w mojej klatce piersiowej bardzo niepokojąco drży. O co chodzi, Gośka, o co chodzi? Pożegnanie...

Sierpień 2012
Siedzę na plaży zła jak osa, kłócę się z mamą, pływam, żeby zatkać się morską wodą i chociaż na chwilę zapomnieć. Dlaczego akurat teraz, o co chodzi, co i jak...? Ale wszystkie te złe nastroje i awantury nie są najgorsze. Najgorszy jest fakt, że to wszystko przez Ciebie.
Rozeznałam się we własnej sytuacji i dochodzę do jednego wniosku.
Mam przerąbane.

Wrzesień/Październik 2012
Nowa szkoła i zapał do wszystkiego. "Trzymam Cię na czas", jak powiedziałaby to z pewnością moja kochana mamusia.  Są pierwsze ryki nocą w poduszkę, a sama jeszcze jakiś czas temu trąbiłam głośno, że nie warto. Moja postawa życiowa charakteryzuje się teraz skończonym egzystencjalnym debilizmem. Uczę się, a wieczorami wylewam żale przed samą sobą.
Pewnego dnia otrzymuję wyznanie, które ścina mnie z nóg i nie jestem w stanie przez pierwszą godzinę podjąć jakiegokolwiek działania. Delikatnie odrzucam.
Trzecia osoba w grze. W życiu bym się nie spodziewała.
Jasna cholera.

Listopad 2012
Odliczanie dni nie poszło na marne, bo wszystko jest piękne i uregulowane. Powalam radością.

Grudzień 2012
Jak ten wspaniały, misterny plan mógł nie wypalić?!
Jestem wściekła, Ty pewnie też, ale wigilijna wizyta w szpitalu u obłożnie chorych ludzi i rodzinny klimat łagodzi wszystko.  Musi się ułożyć, musi. Nieobecność dotkliwie się przedłuża.

Styczeń 2013
Czy pierwszy  sms otrzymany w Nowym Roku może być dobrą wróżbą?
Uczę się, żyję, czasem wściekam, czasem śmieję.
Długie, nocne rozmowy. Nawet o głupotach.
Tęsknię, ale wiem, że warto.

Luty 2013
Mam wokół siebie życzliwych ludzi, którzy ze mną wytrzymują. Kocham ich.
Zostało tylko 5 dni!

czwartek, 7 lutego 2013

[6]



to dużo więcej niż gra.to jest ważne, to się stanie, to się dzieje teraz...czy już wiesz? czy chcesz, czy już jesteś w grze?

To znowu ja, słyszysz mnie?
Nie odpowiadasz, cisza. Jak zwykle.
Łatwo - mimo wszystko - przywyknąć do tego, a nie innego stanu rzeczy. Nie odzywasz się, a w moim środku jest bezpiecznie i bez hałasu. Bez ryzyka, bez wystawiania się na światło dzienne. Wiesz, ze lepszego niż ja nie znajdziesz, prawda? 
Nie, nieprawda. Nie umiesz mnie docenić. Nie kochasz mnie, nie potrafisz wstać i powiedzieć: dzięki tobie właśnie żyję. Spójrz, jaki piękny dzień! Jesteś moim mistrzem! Kocham cię! Ponad wszystko! Nie chce ci się, nie zamierzasz, nie masz ochoty...a przecież ja jestem twoja własnością! Tylko i wyłącznie twoją, rozumiesz? Dzięki mnie możesz pędzić w życiowej gonitwie do przodu, to ja robię wszystko, byś dała radę. Istniejesz, bo masz mnie. To ja kłuję cię, gdy on łapie twoją rękę, to ja dzielę wszystkie twoje głębsze przeżycia. Wiem o tobie wszystko. Zaprogramowano mnie jako zasmarkanego powiernika, twojego powiernika.
To znowu ja, słyszysz mnie?
Nie odpowiadasz, cisza. Jak zwykle.
Łatwo - mimo wszystko - przywyknąć do tego, a nie innego stanu rzeczy. Nie odzywasz się, a ja chowam się z powrotem do mojego bezpiecznego, pozbawionego hałasu środka. Nie kochasz mnie. Ani trochę. Dzień jak codzień...
Z poważaniem - twoje Serce.


Jest żałośnie, ale otaczają mnie cudowni ludzie.
Dzięki nim mogę zrzucić z siebie troski i śmiać się tak głośno, że 
cała szkolno-korytarzowa banda odwraca głowy na dźwięk tego rżenia.
Daga jest  postrzelona jak zawsze i uwielbiam ją.
Śmigło daje mi codziennie swój promienny uśmiech . 
Wspólnych przypałów nie brakuje.
Z Martą dogaduję się najlepiej w ciągu całych, prawie 17 lat.
I cała reszta. Ala, dziękuję za szczerość. Kocham Cię.
Schudłam dwa kilo, jakim cudem?
Jutro zaczynamy próby  rzekomego układu tanecznego.
Panie Boże, pozwól mi to wszystko ogarnąć.
7

niedziela, 3 lutego 2013

[5]



you're the guide inside my heart.
I'm just waiting for my chance to come.

Lekko, przystępnie. Letnio. Nieźle, w gruncie rzeczy w porządku. Ujdzie. Bez rewelacji.
Głód = tęsknota to praktycznie dwie te same rzeczy. Jestem głodna, tak bardzo głodna.

***

Dni wloką się jak żółwie, ja nie robię nic konstruktywnego, nie mogę patrzeć w lustro, babcia zniknęła już definitywnie (nienawidzę styp, naprawdę), brak umiejętności zaakceptowania faktycznego stanu rzeczy u K. i zarazem odpychanie mnie od siebie boli bardzo dziękuję za list, był piękny. Chęć wyjaśnienia wszystkiego jest ogromna, część ważnych ludzi jest daleko, a tej części, którą mam na miejscu - nie doceniam. Genialnie. Jutro szkoła, przynajmniej się czymś zajmę. 
11 dni, 11.

piątek, 1 lutego 2013

[4]

oh, you tell me to hold on, but innocence is gone


and what was right is wrong...
I'll bleed out for you!

Ciemność, słabe, blade światło w tle. Mozaika wspomnień.  Podzielony na pół kalejdoskop podniesionych głosów i starego deszczu sprzed wieloletnich chwil. Bieg przez tysiące niemiędzygalaktycznych zakłóceń odwiecznego spokoju. Znów łapiemy palcami powietrze, znów próbujemy żyć lepiej i szlachetniej. Kreujemy się na mikroskopijnych bohaterów codzienności; plastikowi herosi, miliony nowosępów rzucających się na podrzędną padlinę, w polowaniu usiłujących zapomnieć najróżniejsze ważne głosy i usta, tłumiących w kiepskich wyobrażeniach skryte pragnienia. Nerwowo wysyłane sygnały S.O.S. jak zawsze bez odpowiedzi, odgłosy błędnych kroków, którym odpowiada tylko echo. Resztki lepszej Matki Ziemi, chowane w roztrzęsionych dłoniach samozwańczych rebeliantów, przecierają się i marnują coraz bardziej. Najpiękniejsze owoce naszego nieróbstwa w kategorii miłości międzyludzkiej wychodzą właśnie teraz, w tym momencie. Jasne, bądź sobie dalej mrocznym i nieprzewidywalnym socjopatą, z pewnością wniesiesz swoją jakże ciężką i znaczącą cegiełkę do ogółu społeczeństwa. Prześwitujące przez skórę niebiesko - zielone żyły pulsują w zapamiętaniu coraz wyraźniej, chęć latania jest coraz większa, a ty tkwisz przyklejony do gruntu i nie jesteś w stanie nawet podnieść rąk. Wegetacja powoli, lecz skutecznie staje się synonimem egzystencji, serca zamarzają (o odwilży wszyscy już dawno zapomnieli), umysły coraz wytrwalej pracują na przerażająco prostych połączeniach. Obudź mnie, gdy będę już stracona, bo nic innego już nie pomoże. Możesz zniżyć głos do szeptu, tak, użyj szeptu, bo pierwotne wrzaski przestały już robić na mnie wrażenie. Kiedy przesuwam pod powiekami obrazy twoich odświeżanych ciągle spojrzeń, nie potrafię na powrót schować się w wydrążonej w kącie mojej głowy jamie. Zmieszane ze sobą żywioły tworzą osobliwy, katastroficzny kołtun.
Ograniczenia i nieumiejętności.
*
31 stycznia 2013. Czwartek.
Odeszłaś o 6.30 rano, a ja dowiedziałam się o tym około piętnastu minut później. Nie poszłam do szkoły, nie byłam w stanie. Pal sześć geografię, napiszę w innym terminie. Szkoda, że nie zdążyłam się z Tobą pożegnać. Ale jednocześnie jestem wdzięczna Panu Bogu, bo cierpiałaś tylko niecałą dobę.
Kocham Cię, babciu, teraz i zawsze.