piątek, 1 lutego 2013

[4]

oh, you tell me to hold on, but innocence is gone


and what was right is wrong...
I'll bleed out for you!

Ciemność, słabe, blade światło w tle. Mozaika wspomnień.  Podzielony na pół kalejdoskop podniesionych głosów i starego deszczu sprzed wieloletnich chwil. Bieg przez tysiące niemiędzygalaktycznych zakłóceń odwiecznego spokoju. Znów łapiemy palcami powietrze, znów próbujemy żyć lepiej i szlachetniej. Kreujemy się na mikroskopijnych bohaterów codzienności; plastikowi herosi, miliony nowosępów rzucających się na podrzędną padlinę, w polowaniu usiłujących zapomnieć najróżniejsze ważne głosy i usta, tłumiących w kiepskich wyobrażeniach skryte pragnienia. Nerwowo wysyłane sygnały S.O.S. jak zawsze bez odpowiedzi, odgłosy błędnych kroków, którym odpowiada tylko echo. Resztki lepszej Matki Ziemi, chowane w roztrzęsionych dłoniach samozwańczych rebeliantów, przecierają się i marnują coraz bardziej. Najpiękniejsze owoce naszego nieróbstwa w kategorii miłości międzyludzkiej wychodzą właśnie teraz, w tym momencie. Jasne, bądź sobie dalej mrocznym i nieprzewidywalnym socjopatą, z pewnością wniesiesz swoją jakże ciężką i znaczącą cegiełkę do ogółu społeczeństwa. Prześwitujące przez skórę niebiesko - zielone żyły pulsują w zapamiętaniu coraz wyraźniej, chęć latania jest coraz większa, a ty tkwisz przyklejony do gruntu i nie jesteś w stanie nawet podnieść rąk. Wegetacja powoli, lecz skutecznie staje się synonimem egzystencji, serca zamarzają (o odwilży wszyscy już dawno zapomnieli), umysły coraz wytrwalej pracują na przerażająco prostych połączeniach. Obudź mnie, gdy będę już stracona, bo nic innego już nie pomoże. Możesz zniżyć głos do szeptu, tak, użyj szeptu, bo pierwotne wrzaski przestały już robić na mnie wrażenie. Kiedy przesuwam pod powiekami obrazy twoich odświeżanych ciągle spojrzeń, nie potrafię na powrót schować się w wydrążonej w kącie mojej głowy jamie. Zmieszane ze sobą żywioły tworzą osobliwy, katastroficzny kołtun.
Ograniczenia i nieumiejętności.
*
31 stycznia 2013. Czwartek.
Odeszłaś o 6.30 rano, a ja dowiedziałam się o tym około piętnastu minut później. Nie poszłam do szkoły, nie byłam w stanie. Pal sześć geografię, napiszę w innym terminie. Szkoda, że nie zdążyłam się z Tobą pożegnać. Ale jednocześnie jestem wdzięczna Panu Bogu, bo cierpiałaś tylko niecałą dobę.
Kocham Cię, babciu, teraz i zawsze.

2 komentarze:

Bez promowania i wymuszania na mnie obserwacji.
Żadnych "liczę na to samo"!