środa, 20 lutego 2013

[8]



cause I can't barely hold my tongue.
the shit we do could warm the sun.

Otwarcie. Na świat, na Ciebie. Na wszystko. Wyciągnięte w nadziei ramiona, nowo nabywane umiejętności odczuwania. Wieczór to najbardziej dyskretny towarzysz świata, bo sprzyja nowym rozmowom, nowym spojrzeniom i nowym uśmiechom. Nasze nowe wszystko. W takich chwilach uśmiecha się kuchnia, łazienka, pokój. Najchętniej przewiązałabym wstążką usta, by nikt inny nie mógł mnie słyszeć. Bo Twoje słowa są takie piękne. Nie zapomnę, nie zapomnę o priorytetach, ale...kruche wahania i ciche odpowiedzi kryją w sobie tysiące galaktyk i jeszcze więcej dobrych gwiazd. Gdzie ja jestem? Co robię? Kim są ONI? Każda barykada od teraz musi zostać przeskoczona. Nie ma innej rady. Z pokorą oddaję swoje ręce. Czekam na drugą, lepszą stronę.
I nie liczy się nawet to, że wszystko inne nawala.

Nie liczy się
Nic

14 , 15, 16, 17 lutego w Łukowie
- najpiękniejsze dni mojego życia!
Dam radę, bo cała ta sytuacja mnie uskrzydla.
;*

1 komentarz:

  1. Bardzo lubię Twój styl pisania. To, jak opisujesz codzienność dodaje jej blasku i czyni z niej czystą poezję. :)

    OdpowiedzUsuń

Bez promowania i wymuszania na mnie obserwacji.
Żadnych "liczę na to samo"!