poniedziałek, 15 kwietnia 2013

[13]



niczego bym nie zmienił już.

Jestem zagubiona w sobie i szczęśliwa.
Pływające wyspy w mojej głowie przemieszczają się powoli, ale czuję nas i Boga, i pulsujący pod opuszkami palców świat. Przyszła wiosna, a ja zbieram pokłosie moich ważnych i mniej ważnych decyzji. Liryczne żniwa? Nie sądzę, całość moich doznań jest tak piękna, że aż zabiera słowa, wciska z powrotem do spierzchniętych ust. Szczególnie, gdy chciałoby się powiedzieć niewypowiedziane.
Emituję ciepłem, które od czasu do czasu przeradza się w poirytowanie. Ale tylko od czasu do czasu. Realizuję swoje małe cele i staram się być taką, jaką chcę. I nie jest ważne, że zgubiłam gdzieś bilans i będę musiała jutro wybrać się do higienistki, która - prawdopodobnie - co najmniej zmiecie mnie za to z powierzchni ziemi, nie są ważne fochy i foszki najróżniejszych osób, nie jest ważne wszechobecne zgłupienie przedstawicieli naszego pokolenia. Ważna jest trójka z matmy, z której radość jest taka idiotycznie duża, ważne jest ciepłe słońce świecące w twarz, ważne są poranne przechadzki do szkoły, ważne jest każde dobre słowo. I Twój uśmiech.
Czas płynie, a mnie moje prywatne, personalne wybawienie wcale nie umyka z rąk. Po prostu jest, stałe i bez zmian. Żyję oczekiwaniem, prawdą płynącą z wszystkiego, co można podzielić na dwa.
Śpiewamy błędnie i bez zważania na wszystko wokół, deszcz gwiazd.

zdjęcie zbyszkowo-graumilerowe
i dumna ja trzymająca trzeci plan,
dzięki za imprezę, miśki, mocno, luv!

środa, 10 kwietnia 2013

[12]



wczoraj, 9 kwietnia, zaczęłam oficjalnie być 17.
chwilowy brak weny do pisania tutaj...
jestem stara i stęskniona na maksa.:*

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

[11]

oh! the only love I knew


was a jealous kind of love

I wszystko zaczęło się kruszyć. Powoli.
Ostatnimi czasy noszę na ramionach dużo ciężkich i bolesnych krzyży, ale nie marudzę. Parę z nich sama sobie wybrałam. Nie muszę rozumieć ich jeszcze bardziej, dogłębniej...Sama daję radę. A przynajmniej chcę. Jestem rozbita na tysiące, na miliony przeróżnych czynników, na decyzje, szepty i pragnienia, na kilka różnych starań, starych i nowych uśmiechów i to mocne postanowienie, że nie pozwolę sobie zniszczyć wszystkiego. Może nie mam racji, może jestem tylko wzdychającą nad resztą społeczeństwa zamiast nad sobą smarkulą, może nie mam gdzie i jak pomieścić całego tego niezbędnego kramu, ale próbuję się nie bać. Małe, złośliwe istotki w mojej głowie szepczą co prawda: przecież tyle prób spaliło na panewce...ŻYĆ


Święta. 
Rodzinnie, bardzo mi tego ostatnimi czasy brakowało.
Głowa pęka od róznych spraw, ale jakos to będzie.
Długie rozmowy przez telefon nocą
i ciche, ważne słowa budują mi świat