poniedziałek, 1 kwietnia 2013

[11]

oh! the only love I knew


was a jealous kind of love

I wszystko zaczęło się kruszyć. Powoli.
Ostatnimi czasy noszę na ramionach dużo ciężkich i bolesnych krzyży, ale nie marudzę. Parę z nich sama sobie wybrałam. Nie muszę rozumieć ich jeszcze bardziej, dogłębniej...Sama daję radę. A przynajmniej chcę. Jestem rozbita na tysiące, na miliony przeróżnych czynników, na decyzje, szepty i pragnienia, na kilka różnych starań, starych i nowych uśmiechów i to mocne postanowienie, że nie pozwolę sobie zniszczyć wszystkiego. Może nie mam racji, może jestem tylko wzdychającą nad resztą społeczeństwa zamiast nad sobą smarkulą, może nie mam gdzie i jak pomieścić całego tego niezbędnego kramu, ale próbuję się nie bać. Małe, złośliwe istotki w mojej głowie szepczą co prawda: przecież tyle prób spaliło na panewce...ŻYĆ


Święta. 
Rodzinnie, bardzo mi tego ostatnimi czasy brakowało.
Głowa pęka od róznych spraw, ale jakos to będzie.
Długie rozmowy przez telefon nocą
i ciche, ważne słowa budują mi świat

1 komentarz:

  1. Mi też strasznie brakowało atmosfery rodzinnej jedności. Tylko śnieg mnie wkurza, ale co tam. :)

    OdpowiedzUsuń

Bez promowania i wymuszania na mnie obserwacji.
Żadnych "liczę na to samo"!