niedziela, 22 września 2013

[29]




Wiesz, tyle jest na tym świecie niedopowiedzeń, tak często ludzie niepotrzebnie szeleszczą w Twoim kierunku fałszywym uśmiechem i obijają twarze o kolejne rozczarowania. Oni są zgorzkniali, a ich gorycz jest czysta jak spirytus, który właśnie w tej minucie zabija kolejnego człowieka, stąpającego po tej ziemi. Boję się, że nie potrafię być tak silna, dobra, mocna, nieugięta. Chcę być skałą, i co z tego? Uda się raz, drugi, wszystko zepsuje trzecie podejście. Nie mam wyrzutów sumienia, staram się i przeżywam katharsis, nieustająco. Nie boli, o dziwo. Dojrzałam, widzisz? Nie wiem tylko, na jak długo. Chcę trwać w Tobie i w sobie, rozumiesz? ...rozumiesz, i to jak. Ten krótki czas, składający się z nie aż tak wielkiej liczby dni, wpłynął na mnie nie tylko kojąco, ale i zaserwował parę kopniaków, bym wreszcie oprzytomniała. I faktycznie - zrobiłam to. Moja mała, intymna rewolucja.
To dobrze.

I tamto miejsce za lasem, tamten koc, słońce - to na skórze i to przebijające mocno przez korony drzew, perfekcyjna cisza, śmiech, zrozumienie, prawda, brak kompleksów, wolność, agresywna młodość, wiatr poruszający zbożem, byle jakie ubrania, brak makijażu i troski o wygląd, natura, trawa, ciepło i niezwykle silna pewność. Nie siebie. Pewność Ciebie.
To było wspaniałe lato, a zdjęcie pochodzi z tamtego dnia.
Byłam wtedy szczęśliwa. Perfekcyjnie szczęśliwa.

Chciałabym, żeby było jeszcze piękniej.
Dziękuję, przepraszam.

like a parachute, i'm breathing in,
You're breathing out the same.
we give and take [...]
we'll take it off and soak our skin.
she's in a town that holds a lonely road,
and the night is falling. there's a road
that follows to a home, and the sky is heavy. [...]
You are what i never knew i needed.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bez promowania i wymuszania na mnie obserwacji.
Żadnych "liczę na to samo"!