poniedziałek, 14 października 2013

[32]


Siedzę i próbuję ułożyć myśli.
Nie mam na co narzekać. Czy to znaczy też, że nie mogę mieć w takim razie żadnych refleksji i przemyśleń nad danymi sprawami, problemami? Hm, trudno powiedzieć. Jestem rozszczepiona na parę ważnych aspektów. I jem, i modlę się, i kocham (kochana Elisabeth Gilbert, co za niesamowita kobieta pod względem ideologicznym i lifestyle'owym!). Jestem zajęta mniej i bardziej ważnymi rzeczami. Nie mam inspiracji, czy też nie mam po prostu czasu? Wszystkie najważniejsze czynniki mam - albo po prostu jestem w trakcie. Brak zawieszenia i bezruchu, bo bierność jest równoznaczna z zabójstwem. Uczę się dużo. Wszystkiego jest ostatnio w moim życiu dużo. Dostrzegam pozytywy, negatywy staram się odkładać. Jestem pogodzona ze sobą, ukołysana przez wspomnienia. Rozczula mnie ten skomplikowany kalejdoskop tęsknot i pragnień. Tak bardzo chciałabym, żeby wszystko ulegało tylko dobrym zmianom, ale wiem, że tak po prostu się nie da. Nie tęsknię za brakiem stabilności, za czasem rozchwiania i egoizmu. Wyzbywam się gniewu jak toksyn, unikam niezdecydowania. Jakoś się trzymam, a mam naprawdę porządnie wmontowane poręcze.
22:45. Czas na sen.

PS. Bardzo kocham kobietkę ze zdjęcia u góry, pochodzącego sprzed roku, widzę się z nią już w piątek i bardzo się z tego powodu cieszę! ;*


1 komentarz:

  1. oooooooooooo :p dopiero teraz to widzę. Patrząc na to zdjęcie wiesz co?? zmieniłyśmy się obie!

    OdpowiedzUsuń

Bez promowania i wymuszania na mnie obserwacji.
Żadnych "liczę na to samo"!